wtorek, 13 grudnia 2011

Take over control.

Czuję się pod presją.
A gdy się pod nią czuję, często odpuszczam. Tak po prostu.
Wszyscy mnie z czymś męczą i czegoś oczekują, a tym bardziej ja sama się męczę i czegoś od siebie oczekuję.
I gdy wszystko jest już zbyt napięte, zbyt stresujące, wtedy właśnie odpuszczam. Poddaję się, tak.
To nie brzmi zbyt chlubnie. Ale przecież tak właśnie robimy. Niby coś chcemy, niby mamy sobą coś udowodnić, komuś i sobie, niby do czegoś bardzo dążymy, a jednak w pewnym momencie po prostu się poddajemy.

Nieuniknione jest wtedy wysłuchiwanie zarzutów, że nam nigdy nie zależało, nigdy tego tak naprawdę nie chcieliśmy i od początku sprawa była przesądzona.

A jednak chcemy, tak?
Lecz, gdy napięcie jest za duże, chcemy się już go pozbyć. Zrzucić brzemię.
Jednak w nieodpowiednią stronę- zamiast dążyć do rozwiązania problemu, po prostu mu się poddajemy.

A może to zwykłe lenistwo?
Zwykłe tchórzostwo przed wzięciem spraw w swoje ręce.
Strach przed panowaniem nad rozwojem własnego życiem.
Słabość, uczucie braku siły, wystarczającej do dokonania danego celu.
I to niezdecydowanie, determinujące wszystkie działania na naszą niekorzyść.

W końcu trzeba wziąć się do działania, bo wszystko nam ucieknie sprzed nosa, przeminie. I na niektóre rzeczy może już być za późno. Hej, to chyba śni Ci się życie.


niedziela, 6 listopada 2011

I znów się u nich budzę w ramionach.

'Mógłbym znów się postarać.
I przestać pić, przestać jarać, ale życie w zamian 
tępy śmiech  ma dla nas.'
__________________


Trzeba się obudzić.

~Dlaczego ludzie tak bardzo komplikują sobie życie?

Wóz, albo przewóz,


tak?
Nawet nie chce mi się o tym pisać.
Tkwię w czymś, w czym nie chcę.
Nie jestem taka. Przecież nie jestem taka.

Tkwię w jakimś bagnie.

Muszę się wykopać.
Inaczej będzie źle- już jest źle, coraz gorzej i gorzej, z każdym dniem gorzej.

Czy jestem tak słaba, że nie potrafię sobie z tym poradzić?
Czuję się słabo.

Nie ma Cię, nie ma nikogo.
Może tak naprawdę nigdy nie byłeś.
Nigdy nie byłeś?
Jak to okropnie brzmi. Nie wypowiem tych słów na głos. Brzmią zbyt przerażająco.

Dlaczego nie możesz mi tego powiedzieć. Dlaczego ja nie mogę się tak po prostu dowiedzieć.

Wtedy wiedziałabym wiele.
Wiedziałabym przede wszystkim, czy tkwię w tym sama.
Czy zawsze tkwiłam w tym bagnie sama.
Sama sobie je zbudowałam, stworzyłam i w nim tkwiłam.
Tkwię cały czas.
Tonąc coraz bardziej.
Sama.
Bo Ciebie może tak naprawdę nigdy nie było.

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak to boli.
Bardziej, niż cokolwiek.



czwartek, 27 października 2011

Ty, po co dzwonisz, skoro nie chcesz ze mną gadać.

Tak...
Czasem sobie myślę,
że przeżywam tak tę miłość, ponieważ
jest nieszczęśliwą miłością.

Nie taką z bajki, czy głupiego filmu gdzie dwoje ludzi nie może się dotrzeć, troszkę się tam pomęczy,  aż w końcu pewnego pięknego dnia stwierdzają, że są dla siebie wszystkim i mamy happy end.

Nie wiem jaki będzie koniec tej historii.
Szczerze- boję się, bardzo.
Nie chcę żeby skończył się nieszczęśliwie, czuję, że wtedy męczyłoby mnie to, jak tylko się da.
Choć "męczyło"to naprawdę mało powiedziane.

Ale co mam zrobić, skoro sama nie wiem, jak CHCĘ żeby się skończyło.

Przez to właśnie stoję teraz w miejscu. Moje myśli pędzą, czuję, tęsknię, żałuję, wspominam i pluję sobie w brodę. Ale tak naprawdę na zewnątrz robię niewiele.

Bo czuję, że nie mam prawa.
Nie mam prawa tak decydować o jego szczęściu, o tym co jest dla niego najlepsze.
Bo to jest jednak najlepsze według mnie, choć w głębi czuję, że on ma takie same zdanie.
Za długo się znamy, tego się nie da oszukać...





Jak się kogoś kocha, widać to po oczach.
Pjękne.
I prawdziwe, bo tego nie da się tak naprawdę ukryć.
Nie da się zatrzeć, zamazać, zmniejszyć.
Nie ma co kombinować, udawać,

bo tego się po prostu ukryć NIE DA!

A nie przyjmując tego faktu do świadomości,
oszukujemy samego siebie.

a jednak mimo wszystko oszukuję sama siebie.
tkwię w jednym miejscu, zamiast działać.
stanęłam do walki, ale tak bardzo nie chcę decydować o jego szczęściu, że się wycofałam.
wycofałam w jakiś kąt, w którym teraz siedzę i robię te milion rzeczy, spośród myślenia, żałowania i tęsknienia.
ale jednak fizycznie stoję w miejscu.

'Nie umiem być sam i znów wbijam w kluby,
Z kumplem albo dwoma i poznaję je,
I znów się u nich budzę w ramionach,
I jakoś nie jest tak jak wczoraj.



Z którąś będę dłużej, albo zdradzę ją do rana.
I znów nie jest tak jak być powinno.'



poniedziałek, 10 października 2011

Take it hard.

Chciałam odpuścić, tak, naprawdę. Zwykle tak robię. Niestety, wolę odpuścić, zamieść wszystko pod dywan.
Może i jest lepiej, gdy wszystko ucicha. Ale nie chodzi przecież o to, by wszystko i wszystkim odpuszczać.
Bo tak to nic z tego życia nie będzie.
Mieć swoje zdanie i bronić go, w tym sens.
A nie uginać się pod ciężarem sytuacji, czy otaczających nas ludzi, mających na nas jakikolwiek wpływ. Dostosowywać do tego, czego chcą.
Może ja też czegoś chcę?


Chcę się wyżyć.
Chcę zwyzywać. 
Chcę powiedzieć, co o niej myślę.
Chcę jej wszystko wygarnąć. 
Chcę go uświadomić.
Chcę jemu coś pokazać.
Chcę mu coś przekazać, 
Chcę do niego dotrzeć.

Chcę sobie coś udowodnić.

Bo komu mamy coś udowadniać, jak nie sobie?

"Mała irytacja pobudza apetyt"

Proszę samą siebie.
Nie odpuszczaj, nie odpuszczaj, nie odpuszczaj, nie odpuszczaj, nie odpuszczaj!

"Kiedy milczysz i nie zwracasz na siebie uwagi, nikt o Tobie nie mówi.
Ale kiedy się wyróżniasz... 

Kształtowanie siebie jest czasem trudne i bolesne, a oryginalność jest cechą wartościowego człowieka"

Ktoś trafił w samo sedno. Ot co.

Zapisać, zakodować, zapamiętać.Używać.

~Dobranoc.


środa, 5 października 2011

"Chciałbym być zawsze..." czyli naucz się wreszcie i dorośnij.

Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie. Jest pragnieniem przeze wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew sobie.

Minęło już tyle czasu. Ponad półtora roku.
Od "powiedzenia czegoś o sobie", bo "chcę wiedzieć jaka jesteś, aby później nie popełnić błędu".


_____
Przedwczoraj w końcu wzięłam się za malowanie.
Jest lepiej, drzewo zamalowałam, będzie nowe, nie wiem, czy lepsze.
Byłoby miło.

Dzisiejsza prezentacja- myślę, że poszło dobrze.
Szybko i dość zwięźle.

Nie chce mi się nic na jutro.
Ani matmy, ani lektury, ani angielskiego.

Najchętniej poszłabym na wagary.

I w sumie- mam gdzieś.
Chcę pisać na co mam ochotę, nie zastanawiając się, co ktoś może sobie o tym pomyśleć.


 Może i nieskładnie, może i za dużo tajemnic, niedomówień.
Ale szczerze, przede wszystkim.

Mam ochotę też teraz sobie usiąść przed telewizorem z ciepłym kakao, przykryć się kołdrą i pomyśleć.

Za dużo mam do zrobienia, a czym więcej- tym bardziej mi się nie chce.

Zjadłam dzisiaj mięso, choć nie powinnam.
Nie muszę się całkowicie oduczać. Chcę tylko ograniczyć. Do minimum. 
 Całkowitego minimum- plaster szynki z indyka, czy kawałek kurczaka.
I koniec, rozumiesz?!

Nie rozumiem siebie.
 Nawet w takich małych aspektach.

teraz:
Rihanna- Cry.
 Znalazłam ją przypadkiem, podoba mi się.

'I ktoś umie powiedzieć, że kocha mnie prawdziwie
Ale po czasie to nie ma znaczenia.'

Czuję już weekend.
 Czy będzie tak jak ostatnio?
"Wiesz na co mam straszną ochotę? Pobawić się, naćpać i pobawić."

Dlaczego tak lubię swoją znieczulicę?
W niej mi najwygodniej.
Najbezpieczniej, najwygodniej, najprościej.
Choć dla innych wcale tak nie jest.
Ale jest dla mnie. 



 

piątek, 30 września 2011

Alergia na...czyli przedstaw się ładnie.

"-Kocham Cię.
-Przepraszam, ale mam alergię na pierdolenie głupot."


kiedy płaczący, żalący się i w zasadzie nieśmiały chłopak w końcu zbiera się na takie wyznanie, tylko zimna, hmm....samica psa potrafiłaby mu odpowiedzieć w taki sposób. No cóż, czasem tak po prostu mam.

W takim razie, kiedy kwestię przedstawienia się mamy już za sobą,
możemy przejść dalej...

Postanowiłam, że będę Adą. 

Mam coś tam z psychiką, wyrażaniem, okazywaniem uczuć i takie tam.
Dlatego ten blog będzie swego rodzaju terapią.
Muszę się w końcu wygadać.

Pierwszy wpis nie powinien być za długi. A ja, o ironio, mam ochotę napisać tu teraz wszystkowszystko, za jednym, wielkim, zamachem! 


Powinni mi założyć blokadę na klawiaturę, szczególnie o tej porze sprzyjającej wylewaniu.
Limit wciskanych liter, coś w ten deseń.

Koniec, walczę sama ze sobą. No popatrz, a jeszcze na dobre się nie zaczęło! W tym sęk.


Terapia=wsparcie.
Jeżeli mam być zterapeutowana, potrzebuję wsparcia. To właśnie, 'internetowe' wydaje mi się idealne. (Patrzcie, jak to sobie wymyśliłam, cwana...)

Szczeniacki wpis, ale pierwszy zwykle właśnie tak mi wychodził.

Dobrej nocy.
Ada, tak.