piątek, 31 sierpnia 2012

pankracowska rewolucja

To wszystko było dawno. Ale ja przecież tak lubię rozpamiętywać.


Przeżyłam właśnie okres okropnej stagnacji. Czas na rewolucję- zwykle właśnie ot tak, niespodziewanie mi się to włącza.
Zmarnowałam sporo czasu. Tak po prostu nie można, to nieetycznie, nieładnie.
Wbrew ludzkości i rozwojowi. Wbrew tej całej 'chęci i energii do życia' w młodych ludziach, czy coś tam.

Mam miesiąc. I cele, do spełnienia przez te najbliższe 30 dni też mam. Mniej więcej- ale to sukces, w porównaniu z tym wcześniejszym zerem.

Nie chcę już niczego nie pamiętać. Tak jak nie pamiętam kwietnia/maja/lipca czy sierpnia. Poza małymi wyjątkami.
Te wszystkie miesiące minęły wczoraj, a ja nawet tego cholernego wczoraj już nie pamiętam.


I kończę w tym momencie, bo nie mam aktualnie pomysłu jak inaczej.

piątek, 17 lutego 2012

Nie ma tu nic.

Dziwny czas, kiedy nie ma na co czekać.

      Powinniśmy mieć zawsze jakiś punkt zaczepienia.
Coś, daną datę, wydarzenie. Coś niecodziennego. Wtedy żyje się lepiej, w sensie-łatwiej.

Dziwnie jak tego nie ma. "Nie ma na co czekać"-pojęcie oczywiście dość względne. Bo zawsze się na coś czeka, czy tego się chce czy nie. Tak już jest, podświadomie.

Więc żyjąc najteraźniejszą teraźniejszością, czekam aż ten 'dziwny czas' w którym nie ma na co czekać, minie.

'dwa plus dwa nie równa się cztery,
to wyjątek,
który potwierdza regułę,
to to, co wykluczasz, mówiąc nigdy.'

 Gdy ktoś powie Ci coś prostego, w zasadzie oczywistego, rzuci jakimś zdaniem, nie zastanawiając się wcześniej szczególnie nad jego wypowiedzenie,
a to zdanie- parę słów, poruszy Cię tak bardzo.
Tak bardzo. Łzy zaczną płynąć same.
-niechcący, bez pytania się Ciebie o zdanie, automatycznie, jakby żyły własny życiem.

 Gdy dusza krzyczy z bólu,
ciało, choćby nie wiadomo jak się starało, nie potrafi go ukryć.
Wszystko wychodzi na zewnątrz.


I wyszło. Choć nie chce, broni się, zapiera 'rękoma i nogami'.
Tego tak łatwo nie da się ukryć.

A zapisu bólu w jednym obszarze pamięci
nie można wymazać zapisami szczęścia w innych.


Zapis bólu zawsze zostaje.


Czy z upływem czasu staje się mniejszy? 
Czy czas leczy te cholerne rany?
Czasem wydaje mi się, że jest całkiem odwrotnie.
Może rany nie są już takie świeże, ciepłe.
Ale czasem krwawią, gdy rozdrapie się strupek.
Nawet niechcący.
Nawet jak bardzo się tego nie chce.
Nawet gdy zdaje się sprawę z konsekwencji.
Nawet nie przez siebie samego- ale przez kogoś innego.
Kto zadrapie Cię nieświadomie,
wtedy ten strupek się odrywa, a krew pulsuje tworząc na świeżo nowy.


Który już tylko czeka na kolejne zadrapanie...