Czuję się pod presją.
A gdy się pod nią czuję, często odpuszczam. Tak po prostu.
Wszyscy mnie z czymś męczą i czegoś oczekują, a tym bardziej ja sama się męczę i czegoś od siebie oczekuję.
I gdy wszystko jest już zbyt napięte, zbyt stresujące, wtedy właśnie odpuszczam. Poddaję się, tak.
To nie brzmi zbyt chlubnie. Ale przecież tak właśnie robimy. Niby coś chcemy, niby mamy sobą coś udowodnić, komuś i sobie, niby do czegoś bardzo dążymy, a jednak w pewnym momencie po prostu się poddajemy.
Nieuniknione jest wtedy wysłuchiwanie zarzutów, że nam nigdy nie zależało, nigdy tego tak naprawdę nie chcieliśmy i od początku sprawa była przesądzona.
A jednak chcemy, tak?
Lecz, gdy napięcie jest za duże, chcemy się już go pozbyć. Zrzucić brzemię.
Jednak w nieodpowiednią stronę- zamiast dążyć do rozwiązania problemu, po prostu mu się poddajemy.
A może to zwykłe lenistwo?
Zwykłe tchórzostwo przed wzięciem spraw w swoje ręce.
Strach przed panowaniem nad rozwojem własnego życiem.
Słabość, uczucie braku siły, wystarczającej do dokonania danego celu.
I to niezdecydowanie, determinujące wszystkie działania na naszą niekorzyść.
W końcu trzeba wziąć się do działania, bo wszystko nam ucieknie sprzed nosa, przeminie. I na niektóre rzeczy może już być za późno. Hej, to chyba śni Ci się życie.
