Czasem sobie myślę,
że przeżywam tak tę miłość, ponieważ
jest nieszczęśliwą miłością.
Nie taką z bajki, czy głupiego filmu gdzie dwoje ludzi nie może się dotrzeć, troszkę się tam pomęczy, aż w końcu pewnego pięknego dnia stwierdzają, że są dla siebie wszystkim i mamy happy end.
Nie wiem jaki będzie koniec tej historii.
Szczerze- boję się, bardzo.
Nie chcę żeby skończył się nieszczęśliwie, czuję, że wtedy męczyłoby mnie to, jak tylko się da.
Choć "męczyło"to naprawdę mało powiedziane.
Ale co mam zrobić, skoro sama nie wiem, jak CHCĘ żeby się skończyło.
Przez to właśnie stoję teraz w miejscu. Moje myśli pędzą, czuję, tęsknię, żałuję, wspominam i pluję sobie w brodę. Ale tak naprawdę na zewnątrz robię niewiele.
Bo czuję, że nie mam prawa.
Nie mam prawa tak decydować o jego szczęściu, o tym co jest dla niego najlepsze.
Bo to jest jednak najlepsze według mnie, choć w głębi czuję, że on ma takie same zdanie.
Za długo się znamy, tego się nie da oszukać...
Jak się kogoś kocha, widać to po oczach.
Pjękne.I prawdziwe, bo tego nie da się tak naprawdę ukryć.
Nie da się zatrzeć, zamazać, zmniejszyć.
Nie ma co kombinować, udawać,
bo tego się po prostu ukryć NIE DA!
A nie przyjmując tego faktu do świadomości,
oszukujemy samego siebie.
a jednak mimo wszystko oszukuję sama siebie.
tkwię w jednym miejscu, zamiast działać.
stanęłam do walki, ale tak bardzo nie chcę decydować o jego szczęściu, że się wycofałam.
wycofałam w jakiś kąt, w którym teraz siedzę i robię te milion rzeczy, spośród myślenia, żałowania i tęsknienia.
ale jednak fizycznie stoję w miejscu.
'Nie umiem być sam i znów wbijam w kluby,
Z kumplem albo dwoma i poznaję je,
I znów się u nich budzę w ramionach,
I jakoś nie jest tak jak wczoraj.
Z którąś będę dłużej, albo zdradzę ją do rana.
I znów nie jest tak jak być powinno.'

